O powstawaniu pomysłu reklamowego, część 2 i 3. Coby szybciej przejść do punktu 4-tego i 5-tego.

wtorek, 2 grudzień 2008, autor: Ewa Kosz | agencja interaktywna, kreacja, podstawy know-how

2.Siądź i zmierz się z problemem
3.Daj sobie spokój i zajmij się czymś innym

Źródło: „Hey Whipple, Squeeze This: A Guide to Creating Great Ads”, Luke Sullivan

Siedzę i siedzę, myślę i myślę, aż coś wymyślę… To ostatnio moje copywriterskie motto.
W poprzednim wpisie dostałam zadanie, materiały i zbierałam informacje. Później trawiłam informacje i rozpracowywałam je w głowie na czynniki pierwsze.

W końcu następuje moment, że muszę zacząć pisać. Siedzę przed czystą kartką i nic się nie dzieje. Ale jak już zacznę pisać to piszę. Często jest tak, że mam jakiś pomysł, ale nie umiem go ubrać w konkretne słowa. Wtedy krążę dookoła, aż trafię na odpowiednie słowa. Bardzo pomocny jest w tym słownik synonimów. To chyba podstawowe narzędzie copywritera.
Najważniejsze to pisać, pisać i jeszcze raz pisać. W końcu intuicja podpowiada, który tekst jest najlepszy. Albo szybki fokus wśród znajomych, rodziny i współpracowników.

Czasami jest tak, że po intensywnym procesie werbalizowania tego co się kryje w szarych komórkach człowiek (tak, copywriter to ewidentnie Homo Sapiens) jest tak znużony, że nie może nabrać dystansu do tego co pisze. I nic mu się nie chce. Czyta się swoje wypociny i nijak nie można ocenić czy to ma jakąś wartość, czy należy to wyrzucić do kosza.

W momentach zwątpienia odkładam pracę na bok, czytam coś relaksującego, przeglądam newsy ze świata polityki i gospodarki światowej, idę do fryzjera, bądź na zakupy. Albo oglądam filmy na you tube’ie.
Niemoc twórcza jest deprymująca. Ciągle jest się świadomym, że deadline wisi nad „twórcą” niczym miecz Damoklesa. To jeszcze bardziej obezwładnia. Dlatego najlepiej jest zrobić coś głupiego i totalnie oderwanego od pracy, którą się zajmujemy. Teraz mamy zimę, więc można pójść na łyżwy. Przynajmniej ja tak mam, że muszę zająć głowę czymś totalnie innym.

Jako że dopiero po okresie niemocy można zakrzyknąć „Eureka” to dzisiaj już więcej nic nie napiszę. No może tylko, że wymyślanie reklam nie wygląda wcale tak jak w skeczu Materny i Manna. I dzięki Bogu, bo wtedy poziom dna reklam telewizyjnych doprowadziłby do wyrzucenia telewizorów przez większość populacji. Osoby o słabych nerwach proszę o wypicie nervosolu zanim oglądną ten skecz.

Tags: , , , ,

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Dodaj komentarz